PL EN

Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka

Opowieść o podróży, w której najważniejszym bohaterem jest czas. Narrator, fikcyjne alter ego autora, wyrusza w meandryczną wędrówkę po odległych zakątkach Anglii Wschodniej, odkrywając niezwykłe losy podupadających miasteczek i opuszczonych zamków. Ale każdy cel okazuje się jedynie przystankiem, maleńkim punktem w rozległej sieci zapomnianych historii i dalekich krain.

Pierścienie Saturna są wyjątkowym popisem erudycji, w którym skojarzenia, odczucia i dawno pogrzebane wspomnienia splatają się w jedną narrację o niepamięci i widmach przeszłości – najważniejszych motywach twórczości Sebalda. Z właściwą sobie swadą pisarz łączy esej z fikcją literacką, miesza własne wyobrażenia z wydarzeniami historycznymi, śledzi wielkie opowieści, a przede wszystkim to, co kryje się pod ich podszewką.

Mogłoby się wydawać, że Pierścienie Saturna to książka o przemijaniu i upadku, ale to także próba zniesienia granic na pierwszy rzut oka nieprzekraczalnych; zderzenie krążących wokół tytułowej planety pierścieni.
Zapowiedź
Przekład
Małgorzata Łukasiewicz
Tytuł oryginału
Die Ringe des Saturn. Eine englische Wallfahrt
Język oryginału
niemiecki
Posłowie
Wydanie
pierwsze, Wrocław 2020
Seria
Sebald
Projekt okładki
Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka
Opracowanie graficzne
manufaktura
Oprawa
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron
360
Format
127 × 203
Cena przewidywana
40 zł
Data premiery

Szedłem pustym peronem, po lewej stronie mając ciągnące się na pozór bez końca marsze, po prawej, za niskim ceglanym murkiem, krzewy i drzewa parku. Nigdzie żadnego człowieka, którego można by spytać o drogę. Kiedyś, pomyślałem sobie, zarzucając na ramiona plecak i krocząc drewnianą kładką ponad torami, musiało tu wyglądać inaczej, bo kiedyś prawie wszystko, czego potrzebowano w takim domu jak Somerleyton dla udoskonalenia posiadłości i co z myślą o podtrzymaniu zawsze nieco niepewnej pozycji trzeba było sprowadzać z daleka, dostarczano lakierowanymi na kolor oliwkowej zieleni wagonami towarowymi na tę stację –

wszelkiego rodzaju sprzęty, nowy fortepian, zasłony i portiery, włoskie kafelki i armaturę do łazienek, kotły i rury do cieplarni, obstalunki ogrodnicze, całe skrzynki win reńskich i bordoskich, kosiarki do trawy, usztywniane fiszbinami gorsety i krynoliny w wielkich pudłach z Londynu. A teraz nic, ani żywego ducha, ani zawiadowcy stacji w lśniącej czapce mundurowej, ani sług, ani stangretów, ani zaproszonych gości, ani myśliwych szykujących się na polowanie, ani panów w niezniszczalnych tweedach, ani dam w eleganckich kostiumach podróżnych. Jedna straszna sekunda i już po całej epoce.
(fragment)