PL EN

Zwrot przez współczesną. Pryzmaty

Bernhard, Bolaño, Coetzee, Knausgård, Modiano, Sebald, Vila-Matas, Zambra i wielu, wielu innych – bohaterów tej książki pozornie łączy mało, czasem niemal nic. Pozornie, bo Arkadiusz Żychliński wskazuje wspólny mianownik, którego jako czytelnicy przyzwyczajeni do idei kultur narodowych i gatunkowych granic zwykliśmy nie zauważać: wszyscy pisarze są obywatelami republiki literatury, wszyscy próbują pochwycić rzeczywistość w pajęczą sieć słów. A kiedy język drży na jednym jej krańcu, nie pozostaje to bez echa ani w centrum, ani na literackich rubieżach.

Czy w dobie poszukiwania autentyczności i równoczesnej dominacji rozrywki elektronicznej fikcje literackie przestały być nam potrzebne? Zwrot przez współczesną… to także błyskotliwa refleksja nad przyszłością pisarstwa i form narracyjnych.


Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

38,00 zł
32,00 zł
Język oryginału
polski
Wydanie
pierwsze, Wrocław 2020
Seria
Sztuka Czytania
Projekt okładki
Wojtek Kwiecień-Janikowski
ISBN
978-83-66267-38-1
Opracowanie graficzne
manufaktura
Oprawa
miękka ze skrzydełkami
Liczba stron
448
Format
140 × 220
Data premiery

Patroni

Jak pisać dzisiaj o literaturze? To podstawowe pytanie stało się zapewne zaczynem tej książki. Żychliński udziela odpowiedzi raczej zapośredniczonych w jego własnej autorskiej praktyce pisania niż deklaratywnych. W którymś momencie sugeruje, iż krytycy powinni rozmyślać o formach własnego powrotu do pisania o literaturze. Ważna uwaga, dotycząca zarówno samego autora, jak i – krytycznie – wielu dominujących obecnie literaturoznawczych modeli. 

Adam Poprawa

Po świecie krąży kolejne widmo: zbyteczności fikcji. Czytamy fikcje literackie, wbrew przygnębiającym sondażom i kasandrycznym proroctwom czytamy – my, ludzie współcześni – bodaj wcale niemało. A jeśli nie czytamy, to słuchamy czytania albo też zaspokajamy nasz inherentny głód nierzeczywistości w inny sposób, oglądając fikcje filmowe lub zanurzając się w fikcje growe – najczęściej jednak bez poczucia, że miałoby to służyć także czemuś innemu niż tylko ulotna przyjemność, poradzenie sobie z czasem, którego mamy jakoby coraz mniej, a zarazem przecież wciąż nazbyt wiele.

(fragment)